35-letni uwodziciel i oszust z Kalisza, określanego przez niektóre z poszkodowanych kobiet mianem „kaliskiego tulipana”, ponownie zasiadł na ławie oskarżonych. Mężczyzna miał przez dłuższy czas wykorzystywać zaufanie kobiet, z którymi nawiązywał relacje, by następnie wyłudzać od nich pieniądze.
W piątek, 6 marca przez Sądem Rejonowym w Kaliszu zeznawały kolejne z pokrzywdzonych. Z ustaleń śledczych wynika, że 35-letni Michał J. poznawał kobiety najczęściej za pośrednictwem Internetu lub w trakcie spotkań towarzyskich. Budował z nimi bliskie relacje, przedstawiając się jako osoba w trudnej sytuacji życiowej, potrzebująca pilnej pomocy finansowej. Kiedy zdobywał zaufanie swoich partnerek, prosił je o pożyczki – często tłumacząc to nagłymi problemami, które wymagały szybkiego wsparcia.
Po otrzymaniu pieniędzy kontakt z kobietami nagle się urywał. Według relacji poszkodowanych mężczyzna znikał, przestawał odbierać telefony i usuwał konta w mediach społecznościowych. W niektórych przypadkach miał również próbować szantażować kobiety, grożąc ujawnieniem prywatnych informacji lub zdjęć, jeśli będą domagały się zwrotu pieniędzy.
Sprawa wyszła na jaw, gdy kolejne poszkodowane kobiety zaczęły wymieniać się informacjami i odkryły, że ich historie są bardzo podobne. Okazało się, że schemat działania Michała J. w wielu przypadkach wyglądał niemal identycznie.

Zawiadomienia w tej sprawie trafiły do policji, która prowadzi czynności mające wyjaśnić skalę całego procederu. Na ten moment, jak podkreśla prokurator Piotr Miniecki, zgłosiło się 20 kobiet, które zostały przez oskarżonego poszkodowane. Kwoty, które miał wyłudził od kobiet są różne – od kilkuset złotych do nawet 47 tysięcy złotych. Niewykluczone, że liczba pokrzywdzonych może być znacznie większa.
Śledczy nie wykluczają, że w miarę postępu postępowania mogą pojawić się kolejne osoby, które padły ofiarą podobnego schematu działania.
J. ze względu na obecność dziennikarzy na sali rozpraw był bardzo speszony i wraz ze swoim obrońcom wniósł o wyłączenie jawności rozprawy „ze względu na intymne kwestie poruszane podczas składania zeznań”. Zarówno poszkodowane jak i asesor nie miały nic przeciwko obecności pracy podczas procesu.

PZA









