Strona główna Aktualności Gwardia poległa w Kaliszu. Cztery punkty dla beniaminka

Gwardia poległa w Kaliszu. Cztery punkty dla beniaminka

0
0

Szczypiorniści Energi MKS znów pokazali pazur. W minioną sobotę podopieczni Pawła Ruska, po bardzo dobrym meczu, pokonali wyżej notowaną Gwardię Opole 31:28, dopisując do ligowych zdobyczy cztery, cenne punkty.

Kaliszanie potrzebowali tego zwycięstwa jak tlenu. Po wspaniałym początku roku i siedmiu z rzędu wygranych meczach, w dwóch ostatnich seriach dostarczyli punktów rywalom, najpierw Chrobremu Głogów, a następnie Górnikowi Zabrze. Do tego doszła jeszcze porażka z Azotami Puławy w ćwierćfinale Pucharu Polski. I choć przeciwnicy to krajowa czołówka, więc przegrana wstydu nie przynosi, przyszła pora, by pokazać, że i z takimi można sobie poradzić, a kaliskiej Arenie przywrócić miano „twierdzy”. Rywal nadarzał się przedni, więc i wygrana miała smakować szczególnie. I smakowała, a wypełniona ponownie niemal trzytysięczną publicznością Twierdza Kalisz, oszalała.

W starciu z Gwardzistami kaliszanie od początku radzili sobie bardzo dobrze, wyraźnie dając rywalom do zrumienia, że czeka ich ciężka przeprawa. Wprawdzie pierwszy kwadrans był wyrównany, ale już w 17.minucie, po serii czterech z rzędu trafień gospodarze odskoczyli na 10:5. W kolejnych minutach Gwardia, głównie dzięki skutecznemu Przemysławowi Zadurze, zdołała odrobić straty, a nawet wyjść na jednobramkowe prowadzenie. Tuż przed przerwą wyrównał jednak Michał Bałwas (14:14).

– To był bardzo wyrównany pojedynek. Mecz walki od początku do końca. Wprawdzie przez pierwsze piętnaście minut górowaliśmy nad przeciwnikiem, uciekliśmy na pięć bramek, jednakże później złapaliśmy mały zastój i rywal nas dogonił, a nawet przeskoczył 1-2 bramkami. Na szczęście później wróciliśmy do tego, co sobie zakładaliśmy przed meczem – mówi trener Paweł Rusek.

Po powrocie z szatni Gwardia prowadziła zaledwie przez pierwszą minutę. Gola na 14:15 zdobył wtedy Patryk Mauer. Później na parkiecie rządzili już gracze MKS-u. Najpierw wyrównał Kiryl Kniaziew, a po nim trafił Michał Bałwas dając przewagę 16:15. Przejętej inicjatywy Energa MKS nie oddała już do końca, niemal przez cały czas utrzymując do rywali dwu, trzybramkowy dystans. Rywale choć robili co mogli, nie zdołali odrobić strat. Doskonale rozegrane końcowe minuty zapewniły kaliszanom kolejne zwycięstwo. Ważne, bo warte czterech punktów.

– Dzisiaj pokazaliśmy, że poprzednie przegrane mecze nie oznaczają, że jesteśmy w kryzysie. Rywale byli po prostu mocniejsi. Dziś udowodniliśmy, że z teoretycznie silniejszym przeciwnikiem też potrafimy grać i wygrać. Nie poddaliśmy się, gdy Gwardia nas „doszła” przy prowadzeniu większą ilością bramek, pokazaliśmy charakter i oby tak dalej – podsumowuje Michał Bałwas.

Ponownie w bramce Energi MKS kapitalne spotkanie zaliczył Edin Tatar. Spisała się też obrona, choć w jej szeregach zabrakło dwóch kluczowych zawodników – Zbigniewa Kwiatkowskiego oraz Łukasza Kobusińskiego. A jeśli dołożyć do tego skuteczną grę w ofensywie wszystko złożyło się w jedną, piękną całość. Na listę najlepszych strzelców w kaliskiej ekipie ponownie wpisał się Kiryl Kniaziew, a na siódmym metrze bezbłędny był Bartosz Wojdak (3/3), który w całym meczu zaliczył w sumie pięć trafień. Na skrzydle poszalał też wracający po przerwie spowodowanej kontuzją Michał Bałwas, zdobywca pięciu bramek, a na kole sporo krwi napsuł rywalom Dzianis Krytski.

– Opole przyjechało dziś w pełnym składzie. My graliśmy bez Zbyszka, szefa obrony, ale staraliśmy się z całej mocy. Walczyliśmy, jak tylko się da i myślę, że publiczność to docenia, co zresztą pokazuje w każdym kolejnym meczu. To coś wspaniałego – podkreśla Marek Szpera.

W sobotę na trybunach kaliskiej Areny ponownie zasiadło blisko trzy tysiące widzów, których gorący doping nie cichł przez całe spotkanie. Ponownie byli ósmym zawodnikiem na parkiecie, niosąc swój zespół po kolejne zwycięstwo. Szalenie ważne, bo umacniające go na czwartym miejscu w grupie pomarańczowej. Do zajmującej trzecią lokatę Gwardii podopieczni trenera Ruska tracą już tylko trzy oczka i wciąż liczą się w walce o 3. miejsce w grupie.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni, bo to był bardzo ważny mecz. I nie chodzi tu tylko o układ tabeli. Te cztery punkty dają nam praktycznie możliwość gry w meczu o ósemkę, co było i jest dla nas najważniejszym celem – dodaje trener Rusek.

Kolejne arcytrudne wyzwanie czeka jego podopiecznych już w najbliższą środę. W Arenie zmierzą się z ekipą Azotów Puławy. Mecz będzie transmitowany przez telewizję nSport+.

Tekst i zdjęcia: Karina Zachara

27. seria PGNiG Superligi, 17.03.2018r.
Energa MKS – KPR Gwardia Opole 31:28 (14:14)
Kary: Energa MKS – 8 min, Gwardia – 8 min. Rzuty karne: Energa MKS 3/3, Gwardia 2/2.
Energa MKS: Tatar, Zakreta – Kniaziew 8, Wojdak 5, Bałwas 5, Krytski 5, Drej 4, Szpera 4, Bożek, Klopsteg, Misiejuk, Czerwiński, Adamski, Grozdek.
Gwardia: Malcher, Zembrzycki – Zadura 8, Siwak 4, Łangowski 4, Mauer 4/2, Tarcjonas 3, Mokrzki 3, Jankowski 2, Lemaniak, Klimków, Milewski, Morawski.

Wczytaj więcej powiązanych artykułów
Wczytaj więcej Aktualności

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź również

Ratownicy medyczni odwieszają protest i zapowiadają jego zaostrzenie: jesteśmy zdesperowani

Komitet Protestacyjny Ratowników Medycznych poinformował o odwieszeniu od środy …