Autobusy z wizerunkiem prezydenta. Samochód urzędu z jego podobizną. Billboardy, także poza Kaliszem. Bezpłatne atrakcje, miejskie imprezy i wreszcie pierwsze Dożynki Miejsko-Powiatowe. Każdy z tych przypadków z osobna można wyjaśnić promocją miasta, informowaniem mieszkańców albo organizacją życia społecznego. Problem zaczyna się wtedy, gdy ułoży się je chronologicznie obok siebie i doda najnowszą informację: Krystian Kinastowski właśnie wszedł do ogólnopolskiej politycznej układanki Mateusza Morawieckiego i nie wyklucza startu do parlamentu.
Jeszcze kilka dni temu można było dyskutować, czy zarzuty o polityczne ambicje prezydenta Kalisza są jedynie interpretacją jego przeciwników. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej.
13 sierpnia Krystian Kinastowski oficjalnie został członkiem stowarzyszenia Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego. Co ważniejsze, pytany wprost o przyszłe wybory parlamentarne nie wykluczył ubiegania się o mandat posła lub senatora. Stwierdził, że jeśli otrzyma taką propozycję od Morawieckiego, „bardzo poważnie” ją rozważy.
Trzy dni później ten sam prezydent stanął w centrum pierwszych w historii Kalisza Dożynek Miejsko-Powiatowych. Był korowód, uroczystości, scena, koncert, oficjalne wystąpienia i wielkie regionalne święto. Sam Kinastowski mówił o rolnikach jako „świetnych gospodarzach”.
I właśnie słowo „gospodarz” jest tutaj wyjątkowo interesujące. Bo zanim zacznie się budować wizerunek gospodarza regionu, warto odpowiedzieć na znacznie prostsze pytanie: jakim gospodarzem jest się we własnym mieście?
Najpierw Kalisz
Dożynki same w sobie nie są problemem. Rolnicy zasługują na szacunek, a tradycja dożynkowa jest częścią polskiej kultury.
Problemem jest kontekst.
Kalisz jest miastem na prawach powiatu. Prezydent został wybrany przede wszystkim po to, żeby zarządzać Kaliszem: jego ulicami, zielenią, parkami, czystością, transportem, inwestycjami i przestrzenią publiczną.
Tymczasem jeszcze w kwietniu 2026 roku lokalne media opisywały liczne sygnały mieszkańców dotyczące stanu terenów zielonych. Pokazywano zanieczyszczone i uszkodzone ławki, zalegające liście i gałęzie, zniszczone kosze, balustrady oraz zaniedbania na Plantach, w Parku Miejskim, na skwerach przy Górnośląskiej i w Parku nad Krępicą.
W innym materiale dotyczącym Parku Miejskiego pisano wprost o medialnych publikacjach i komentarzach mieszkańców związanych z nieładem i brudem.
Można oczywiście odpowiedzieć, że miasto sprząta, kosi i prowadzi prace. Tylko że mieszkańca niespecjalnie interesuje komunikat prasowy o tym, że właśnie rozpoczęto porządki. Mieszkaniec oczekuje, że porządek będzie standardem.
I dlatego zestawienie tych dwóch obrazów jest politycznie tak niewygodne.
Z jednej strony mamy zaniedbaną przestrzeń miejską, która wymaga codziennej, mało widowiskowej pracy. Z drugiej – sceny, korowody, koncerty, fotografie, przemówienia i wydarzenia pozwalające politykowi prezentować się już nie tylko jako prezydent Kalisza, lecz jako gospodarz całej Ziemi Kaliskiej. Przypadek?
Być może. Ale takich „przypadków” w ostatnich latach było zaskakująco dużo.
Prezydent jedzie autobusem. Nawet kiedy go w nim nie ma
Spór o wykorzystywanie wizerunku Krystiana Kinastowskiego na miejskich autobusach nie rozpoczął się wczoraj. Już w 2021 roku opisywano reklamy miejskich programów umieszczone na sześciu autobusach KLA. Miasto argumentowało, że nie płaci spółce za ekspozycję, poniosło natomiast jednorazowy koszt wykonania oklejenia wynoszący 12 300 zł brutto. Krytycy zwracali uwagę, że brak faktury za powierzchnię reklamową nie oznacza automatycznie, że powierzchnia należąca do miejskiej spółki nie ma ekonomicznej wartości.
Temat powrócił w 2023 roku.
Radio Poznań informowało wtedy, że wizerunek prezydenta znajdował się na sześciu z 55 autobusów. Radny Eskan Darwich zarzucał prezydentowi lansowanie się za publiczne pieniądze i szacował wartość takiej ekspozycji reklamowej na blisko 90 tys. zł rocznie. Prezydent nie podzielał tej krytyki.
I tutaj pojawia się pytanie fundamentalne.Dlaczego promocja programu miejskiego wymaga twarzy prezydenta?
Miasto ma herb. Ma logo. Ma nazwę. Ma własne kanały informacyjne.
Biała Sobota nie staje się bardziej „miejska” dlatego, że patrzy na nas z niej prezydent.
Karta mieszkańca nie zaczyna działać skuteczniej dzięki fotografii polityka.
Jeżeli zaś twarz konkretnego człowieka jest konieczna do skuteczności przekazu, to być może nie mamy już do czynienia wyłącznie z promocją programu.
Mamy promocję człowieka.
Autobus to było za mało
W 2020 roku kontrowersje wzbudził również elektryczny samochód zakupiony przez Urząd Miasta, na którym znalazł się wizerunek Krystiana Kinastowskiego. Sprawę opisywała Calisia.pl, przytaczając krytyczne komentarze radnych i mieszkańców pytających, dlaczego pojazd publicznej instytucji ma promować twarz konkretnego prezydenta.
Można oczywiście uznać to za drobiazg.
Naklejka. Samochód. Kilka autobusów.
Tyle że w polityce wizerunek buduje się właśnie z drobiazgów.
Nie trzeba rozpoczynać oficjalnej kampanii wyborczej, żeby przez lata zwiększać rozpoznawalność nazwiska i twarzy. A rozpoznawalność jest jedną z najcenniejszych walut wyborczych.
Potem twarz prezydenta wyjechała z Kalisza
W 2026 roku sprawa stała się jeszcze ciekawsza.
W Pleszewie pojawiły się billboardy dotyczące Kalisko-Ostrowskiej Kolei Aglomeracyjnej z dużym wizerunkiem prezydenta Kalisza. Sprawa wzbudziła kontrowersje tym większe, że promowana kolej do Pleszewa nie dojeżdżała. Sami informowaliśmy z kolei o interpelacji radnego Dariusza Grodzińskiego, który domagał się informacji dotyczących liczby billboardów, kosztów kampanii oraz źródła jej finansowania.
I znów można zapytać: co właściwie promował billboard w Pleszewie? Kolej? Kalisz? Ideę współpracy samorządów?
Czy człowieka, którego twarz była jednym z najbardziej widocznych elementów przekazu?
Pytanie nabiera zupełnie nowego znaczenia po 13 sierpnia 2026 roku, kiedy Kinastowski oficjalnie dołączył do politycznego projektu Mateusza Morawieckiego i dopuścił możliwość startu w wyborach parlamentarnych.
Bo potencjalny kandydat do parlamentu potrzebuje rozpoznawalności nie tylko w Kaliszu.
Potrzebuje jej w regionie.
Karuzela politycznej promocji
Do tego dochodzi charakter miejskich wydarzeń.
W grudniu 2025 roku miasto organizowało na Głównym Rynku rozbudowany program bezpłatnych atrakcji. Oficjalny serwis Kalisza informował o kole młyńskim, karuzeli, ekspresie polarnym, poczęstunku i wydarzeniu muzycznym z udziałem ponad 150 wykonawców. Atrakcje były bezpłatne, a wydarzenie organizowała m.in. Kancelaria Prezydenta Miasta.
Nie ma nic złego w tym, że samorząd organizuje mieszkańcom święta.
Wręcz przeciwnie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy zaciera się granica pomiędzy komunikatem:
„Miasto Kalisz organizuje wydarzenie dla mieszkańców” a komunikatem: „prezydent daje mieszkańcom atrakcje”.
Samorząd nie jest prywatnym sponsorem polityka.
Karuzela nie jest prezentem od prezydenta. Koncert nie jest prezentem od prezydenta. Autobus nie jest własnością prezydenta. Park nie należy do prezydenta. Budżet miasta również nie jest jego portfelem.
To majątek i pieniądze mieszkańców.
I dlatego w demokratycznym samorządzie szczególnie istotna jest powściągliwość w przyklejaniu twarzy urzędującego polityka do przedsięwzięć finansowanych, organizowanych albo wspieranych przez instytucje publiczne.
Dożynki czy polityczne żniwa?
I dochodzimy do sierpnia 2026 roku.
Pierwsze Dożynki Miejsko-Powiatowe w Kaliszu.
Można znaleźć dla nich historyczne i społeczne uzasadnienie. W granicach miasta funkcjonują gospodarstwa rolne, a część obecnych terenów Kalisza ma wiejskie tradycje. Podczas uroczystości sam prezydent wskazywał na gospodarstwa działające m.in. na Dobrzecu i w Sulisławicach.
Ale polityki nie analizuje się w próżni.
Analizuje się moment, skalę i kontekst.
13 sierpnia Kinastowski oficjalnie wchodzi do projektu Mateusza Morawieckiego.
16 sierpnia występuje jako gospodarz dużej imprezy łączącej miasto i powiat.
A w tle pozostaje jego publiczna deklaracja, że ewentualną propozycję startu do parlamentu będzie bardzo poważnie rozważał.
Trudno więc oczekiwać, że mieszkańcy nie będą zadawali pytań.
Czy prezydent Kalisza nadal buduje przede wszystkim Kalisz?
Czy może zaczął już budować Krystiana Kinastowskiego – polityka regionalnego?
Największa hipokryzja: „polityka nie powinna wkraczać do Rady Miasta
Najbardziej uderzający fragment całej historii znajduje się jednak gdzie indziej.
Kinastowski, już po przystąpieniu do Rozwoju Plus, powiedział, że „polityka nie powinna wkraczać do Rady Miasta”. Trudno o lepszą ilustrację problemu. Prezydent miasta zostaje członkiem organizacji tworzącej ogólnopolskie zaplecze polityczne. Nie wyklucza startu do parlamentu. Utrzymuje lokalną koalicję z PiS. Jednocześnie przekonuje, że polityka nie powinna wkraczać do samorządu.
Naprawdę?
Polityka najwyraźniej może wejść do gabinetu prezydenta. Może stanąć na konferencji z byłym premierem. Może pojechać w region. Może pojawić się na billboardzie. Może zostać sfotografowana na autobusie. Może rozważać mandat poselski albo senatorski. Byle tylko nie nazywać jej polityką. I właśnie tutaj słowo hipokryzja przestaje być wyłącznie publicystyczną przesadą, a staje się uzasadnionym pytaniem o spójność deklaracji z działaniami.
Miasto to nie studio fotograficzne polityka
Prezydent ma pełne prawo mieć ambicje. Ma prawo należeć do stowarzyszenia. Ma prawo kandydować do Sejmu. Ma nawet prawo marzyć o wielkiej politycznej karierze. Ale powinien robić to na uczciwych zasadach.
Jeżeli Krystian Kinastowski chce zostać posłem albo senatorem, powinien powiedzieć mieszkańcom wprost: tak, przygotowuję się do startu. Jeżeli chce budować rozpoznawalność w regionie – niech robi to jako polityk i na zasadach właściwych dla działalności politycznej.
Nie wolno natomiast dopuścić do sytuacji, w której mieszkańcy zaczynają mieć uzasadnione wrażenie, że przez kolejne miesiące będą finansowali scenografię dla przyszłej kampanii.
Dlatego potrzebna jest pełna transparentność.
- Ile kosztowały Dożynki Miejsko-Powiatowe i jaka część wydatków przypadła na Miasto Kalisz?
- Ile w ostatnich latach kosztowały miejskie kampanie promocyjne wykorzystujące wizerunek prezydenta?
- Ile kosztowało projektowanie, drukowanie i oklejanie autobusów, samochodów oraz innych nośników?
- Ile kosztowała kampania billboardowa dotycząca kolei?
- Gdzie dokładnie znajdowały się nośniki?
- Ile pieniędzy przeznaczono na promocję wydarzeń, podczas których eksponowany był wizerunek prezydenta?
To nie są pytania złośliwe. To są pytania o standard państwa i samorządu.
Bo Kalisz potrzebuje gospodarza, nie kandydata
Najbardziej gorzka ironia tegorocznych dożynek polega na tym, że prezydent chwalił rolników jako dobrych gospodarzy.
Dobry gospodarz jednak najpierw porządkuje własne podwórko.
Nie przykrywa chwastów banerem.
Nie zastępuje utrzymania miasta konferencją prasową.
Nie zamienia autobusu komunikacji publicznej w mobilny nośnik własnej twarzy.
I nie powinien oczekiwać, że mieszkańcy nie zauważą różnicy między promocją Kalisza a promocją Krystiana Kinastowskiego.
Być może wszystkie opisane działania mają swoje urzędowe uzasadnienia. Być może każdą fakturę da się przypisać do właściwego paragrafu budżetowego. Być może na każde pytanie istnieje formalnie poprawna odpowiedź. Ale pozostaje pytanie znacznie ważniejsze od księgowości:
komu ostatecznie służy ta nieustanna ekspozycja – Kaliszowi czy politycznej przyszłości jego prezydenta?
Po oficjalnym wejściu Kinastowskiego do projektu Mateusza Morawieckiego i jego deklaracji, że poważnie rozważy propozycję startu do parlamentu, tego pytania nie można już zbywać jako politycznej złośliwości.
Mieszkańcy mają prawo je zadawać.
Bo jeżeli za kilkanaście miesięcy Krystian Kinastowski rzeczywiście pojawi się na liście kandydatów do Sejmu lub Senatu, warto będzie wrócić do autobusów, billboardów, samochodów, bezpłatnych atrakcji, wielkich miejskich imprez i regionalnych dożynek. I zapytać:
kiedy właściwie rozpoczęła się jego kampania? W dniu oficjalnego ogłoszenia kandydatury? Czy dużo, dużo wcześniej?
A przede wszystkim: kto przez te wszystkie lata płacił za budowanie rozpoznawalności człowieka, który być może właśnie przygotowuje się do opuszczenia kaliskiego ratusza?
Kalisz nie potrzebuje prezydenta, który patrzy już w stronę Warszawy.
Potrzebuje prezydenta, który patrzy pod nogi – na ulice, chodniki, parki, skwery, chwasty, śmieci i wszystkie te mało widowiskowe problemy, dla których mieszkańcy wybrali gospodarza miasta.
Bo miastem trzeba zarządzać. Nie wystarczy się na jego tle fotografować.
PZA

















