Już za kilkanaście dni czeka nas coroczna zmiana czasu na letni. W 2026 roku nastąpi ona w nocy z soboty 28 marca na niedzielę 29 marca. Oznacza to, że będziemy spać o godzinę krócej. Czy ten „zabieg” ma w ogóle sens?
Dokładnie o godzinie 2:00 w nocy wskazówki zegarów przesuniemy na 3:00. W praktyce oznacza to, że noc z soboty na niedzielę będzie krótsza o jedną godzinę, ale w zamian zyskamy dłuższe i jaśniejsze wieczory.
Zmiana czasu na letni obowiązuje w większości krajów Europy i ma na celu lepsze wykorzystanie światła dziennego w okresie wiosenno-letnim. Dzięki temu słońce zachodzi później, a popołudnia są wyraźnie dłuższe.
Warto pamiętać, że większość nowoczesnych urządzeń – smartfony, komputery czy zegarki elektroniczne – przestawi się automatycznie. Ręcznie trzeba będzie natomiast zmienić godzinę w starszych zegarkach, niektórych samochodach czy sprzętach AGD.
Eksperci przypominają, że zmiana czasu może przez kilka dni wpływać na samopoczucie i rytm snu. Organizm potrzebuje chwili, aby przystosować się do nowego harmonogramu dnia.
Od lat w Unii Europejskiej trwa dyskusja nad zniesieniem sezonowej zmiany czasu. Mimo wcześniejszych zapowiedzi i konsultacji społecznych, państwa członkowskie wciąż nie wypracowały wspólnego stanowiska w tej sprawie. W efekcie zmiana czasu nadal obowiązuje, a najbliższa nastąpi właśnie pod koniec marca.
Dziś wiele analiz wskazuje, że realne oszczędności energii – związane ze zmianą czasu i lepszym gospodarowaniem światłem słonecznym) są minimalne albo praktycznie żadne. Jednocześnie pojawiają się minusy:
- zaburzenia snu i rytmu biologicznego,
- większe zmęczenie w pierwszych dniach po zmianie,
- wzrost liczby wypadków i problemów zdrowotnych tuż po przestawieniu zegarów.
Kolejna zmiana – tym razem powrót do czasu zimowego – nastąpi w ostatni weekend października.
PZA










